
teksty/...
Wierciła pupcią, machała rączkami, zaklinała szeptem.
- Uspokój się, Leon! Przestań! Proszę, Leon, nie! Nie! Leon, Le...
Zatykałem jej usta swoimi. Przywierała drobnym ciałkiem, oplatała rączętami i trwaliśmy w miłosnym uścisku.
Po minucie świętokradcza łapa sunęła w dół, palec zahaczał o majtki i znów się
zaczynało:
- Nie, nie, nie! Leon, proszę! Absolutnie nie!
Małe łapki pracowały jak tłoki w rozpędzonym parowozie. Lewa, prawa, prawa, lewa.
Sapała przy tym wcale nie ze złości. Nawet na cal się nie odsunęła. Lewą ręką
obejmowałem jej barki, prawą majstrowałem przy biodrach.
- Będę krzyczeć - szeptała.
Akurat!
Znów długi pocałunek. Zaraz potem gwałtowna praca rąk, abym tylko do szparki
się nie dobrał.
- Leon, nie! Nie, nie i nie!
Prężyła się, stawała na palcach i wpijała się w moje usta.
- Nie teraz! Nie tutaj!
(...)