teksty/...
NIE MUSICIE TOWARZYSZU UWAŻAĆ
Nigdy nie należałem do ZMS. W ogóle unikałem wszelkich organizacji, co nie świadczy, żebym
nie znał ludzi. Owszem, nawet przyjaźniłem się z przewodniczącym zarządu szkolnego, który
niekiedy szukał u mnie rady. Potem, na studiach, pozostawałem w bliskich kontaktach z kilkoma
działaczami. Z jednym z nich, z Luckiem, łobuzowaliśmy niemało bo chłopak był rozrywkowy,
skłonny do kielicha, po którym to kielichu niebywale zyskiwał na fantazji.
Któregoś dnia pamiętnej wiosny szedł z nosem na kwintę. Zagarnął mnie ze sobą.
- Co jest?
- Dobierają mi się do tyłka. To może być początek końca.
Wstąpiliśmy do "Beniaminka", wzięliśmy po piwie.
- Co jest?
- Jest źle.
Wyssał duszkiem pół kufla, tak go suszyło.
- A poza tym?
- A poza tym napisano na mnie skargę. Trzeba ją wycofać. Donos. Na mnie, kurwa donos! - oburzał
się.
- Cóż ja mogę ci pomóc?
- Donos poszedł do komitetu.
- Eeee.
Dopiliśmy piwo.
Dowcip tkwił w tym, że w komitecie miałem wuja, protektora jakby nie było i niektórzy o tym
wiedzieli. Lucek należał do niektórych.
- Pomożesz?
- Jak?
- Wymyśl coś!
(...)