
teksty/...
W świecie Konstantego Potoczyskiego mało było miejsca na przypadki. Na pomyłki jeszcze mniej.
Erare wszak humanum est, przeto niekiedy się zdarzały. Należało wówczas błąd
naprawić, ewentualne szkody usunąć i na przyszłość uważać.
Skutkiem serii telefonicznych pomyłek było zdenerwowanie matki, pani Laury Potoczyskiej i
zakłócenie wieczornego odpoczynku nieznajomej. Nic poważnego. Nieznajomą Konstanty
serdecznie przeprosił. Matkę też. Tej ostatniej uczynił zadość także skromnym upominkiem.
Niefortunnym, jak się miało wkrótce okazać. Niebawem ujawniły się i inne, trudne zrazu do
przewidzenia konsekwencje błahego doprawdy wydarzenia.
Konstanty dotarł wreszcie do domu. Kupił po drodze okazałą bombonierkę, aby natychmiast
złagodzić spodziewane starcie ze starszą panią.
- Co się stało? O Boże! Synku kochany! Tak bardzo się niepokoiłam - pani Potoczyska natarła
na spóźnialskiego już w przedpokoju. - Dlaczego mi to robisz? Tyle razy cię prosiłam, jeżeli
cokolwiek ci wypadnie, niespodziewane obowiązki, spotkanie towarzyskie, zadzwoń!
Zawiadom, uprzedź! Niechże wiem, gdzie jesteś! Bardzo, bardzo mnie zdenerwowałeś, ty
niedobry chłopaku!
Zgodnie z przewidywaniem Konstantego - nie spała. Zaalarmowana szczękiem klucza w
zamku wytoczyła się ze swego pokoju w obszernej, nocnej koszuli i śmiesznym czepku na
głowie.
Dochodziła druga w nocy. Niedobry chłopak, który skończył już trzydzieści lat, mocował się
z krawatem.
- Wybacz mateńko! - przypadł jej do rąk - uwierz, że to nie moja wina. Dzwoniłem
wielokrotnie, niestety, bez skutku! Trzeba sprawdzić telefon, prawdopodobnie się zepsuł. Zaraz
to zrobię. Mateńko, wraz z przeprosinami coś, co bardzo lubisz!
Wręczył pudło czekoladek.
(...)