tomasz kostro / leon brofelt
s-ka autorska
nagłowek/sosnowiec/palac dietlow

publicystyka/...

JESZCZE RAZ O NIEZNANYM "CHŁOPAKU Z SOSNOWCA"

Publikując w końcu listopada ubiegłego roku artykuł poświęcony osobie Paula Godwina miałem nadzieję (niewielką - to prawda), że znajdzie się ktoś spośród czytelników, kto cokolwiek więcej wie o rodzinie Goldfeinów i zechce wiedzą swą podzielić się z nami. Niestety, nikt się nie odezwał.
Nie ma się czemu dziwić. Ostatecznie działo się to bardzo dawno temu, ponad sto lat minęło od dnia urodzin młodego Goldfeina, cudownego dziecka. Na domiar złego wyjechał z Sosnowca już w dzieciństwie i prawdopodobnie nigdy tu nie wracał. W każdym razie, o ile nawet bywał w odwiedzinach u rodziny, były to wizyty krótkie o charakterze wybitnie prywatnym. Tu nigdy nie koncertował, bo też szybko „wyrósł” z - było nie było – prowincjonalnego miasta, jakim był jego rodzinny Sosnowiec. Ponadto spędziwszy większą część młodości w Berlinie, osiadłszy w Niemczech, związał się emocjonalnie z najbliższym sobie społeczeństwem. Zaczął czuć się Niemcem. Niebawem przyszło srogie rozczarowanie postawą większości niemieckiego społeczeństwa, trzeba było wyjechać, ukrywać się, znosić tysiące upokorzeń, ale przecież dla zyskującego coraz większą sławę muzyka, dla Paula Godwina to Niemcy właśnie stały się najbliższym mu krajem. Dawał temu wyraz nawet wówczas, gdy po wojnie został obywatelem holenderskim i tam spędził najdłuższy okres swego życia.

Paul Godwin


W połowie grudnia ubiegłego roku rozgłośnia publicznego, niemieckiego radia z Berlina wyemitowała w eter audycję przygotowaną z okazji 20. rocznicy śmierci Paula Godwina. Był to wieczór wspomnień przeplatany gęsto nagraniami bohatera audycji z różnych okresów jego twórczości. W części słownej wypowiadali się znający go ludzie, przypomniano najważniejsze szczegóły biografii –czytelnikom Kuriera Miejskiego już znane – w tym, oczywiście, znalazło się sporo miejsca dla Sosnowca, miasta urodzenia i pobytu najbliższej rodziny. Nagranie całej audycji zawdzięczam pani Renacie Rosenbusch, od której sierpniowego listu wszystko się zaczęło, i która nie ustaje w zabiegach o zachowanie pamięci o wielkim skrzypku. Dowiedziałem się więc z berlińskiego radia nieco więcej, choć zasadnicze wiadomości biograficzne czerpałem skądinąd. Ot, przybyły takie ciekawostki na przykład, że w latach pięćdziesiątych Paul Godwin przedsięwziął próbę „wycieczki sentymentalnej” do krainy dzieciństwa. Ówczesne władze PRL odmówiły mu wizy. Więcej prób nie podejmował. Czy też to, że po wspólnym koncercie z Yehudi Menuhinem w 1972 roku w Amsterdamie, co było swoistym ukoronowaniem kariery skrzypka, siedemdziesięcioletni wirtuoz zamilkł ostatecznie.
W tym miejscu wypada postawić zasadnicze pytanie: czy nas, dzisiejszych sosnowiczan, postać Paula Godwina powinna interesować i - jeśli padłaby pozytywna odpowiedź - w jakim stopniu. Fakty są takie: urodzony w 1902 roku w Sosnowcu Pinkas Goldfein został artystą dużej miary, skrzypkiem-wirtuozem, organizatorem życia muzycznego najpierw w Niemczech, potem w Holandii. Występował od czasu osiedlenia się w Niemczech pod nazwiskiem Paul Godwin i tym nazwiskiem podpisywał wszelkie swoje dokonania. A były niemałe. Setki nagrań, muzyka filmowa (również do filmów wytwórni W. Disneya), prowadzenie wielu głośnych w swoim czasie orkiestr, koncerty solowe, z biegiem lat zmiana muzycznych zainteresowań w stronę klasyki i wreszcie występ w towarzystwie niekwestionowanej wielkości, Yehudi Menuhina. Faktem jest również to, że sosnowieckie korzenie skrzypka nie były dotąd przesadnie eksponowane, bo też niby dlaczego miałyby być? Skutek jest taki, że o Paulu Godwinie w Sosnowcu mało kto wie, za to w Amsterdamie, Monachium i Berlinie owszem, tak.
Zdaniem niżej podpisanego przybliżenie sylwetki Paula Godwina dzisiejszym mieszkańcom Sosnowca jest potrzebne. Z wielu względów. Także z tego powodu, że dla młodych często mało wyobrażalny jest fakt , że Sosnowiec był miastem zamieszkałym przez wiele nacji, a w tym gronie Żydzi stanowili około 20% społeczeństwa, że ten naród wydał wiele jednostek wybitnych, ludzi różnych dziedzin sztuki, nauki, gospodarki. Ponieważ Paul Godwin był muzykiem, środowiska muzyczne zwłaszcza powinny się nim zainteresować. Mamy szkołę muzyczną, mamy Klub im. J. Kiepury, Centrum Sztuki w Zamku też od muzyki nie stroni. Myślę, że zdobycie nagrań, partytur, czego tam jeszcze potrzeba by przygotować program, nie jest tak trudne, aby nie było możliwe. Poza tym moda na styl lat dwudziestych i trzydziestych wciąż trwa i mam prawo sądzić, że muzyka uprawiana niegdyś przez Paula Godwina będzie się podobać. Namawiam więc kogo się da do przygotowania takiego programu.