
publicystyka/...
W połowie grudnia ubiegłego roku rozgłośnia publicznego, niemieckiego
radia z Berlina wyemitowała w eter audycję przygotowaną z okazji 20.
rocznicy śmierci Paula Godwina. Był to wieczór wspomnień
przeplatany gęsto nagraniami bohatera audycji z różnych
okresów jego twórczości. W części słownej wypowiadali się
znający go ludzie, przypomniano najważniejsze szczegóły
biografii –czytelnikom Kuriera Miejskiego już znane – w
tym, oczywiście, znalazło się sporo miejsca dla Sosnowca, miasta
urodzenia i pobytu najbliższej rodziny. Nagranie całej audycji
zawdzięczam pani Renacie Rosenbusch, od której sierpniowego
listu wszystko się zaczęło, i która nie ustaje w zabiegach o
zachowanie pamięci o wielkim skrzypku. Dowiedziałem się więc z
berlińskiego radia nieco więcej, choć zasadnicze wiadomości
biograficzne czerpałem skądinąd. Ot, przybyły takie ciekawostki na
przykład, że w latach pięćdziesiątych Paul Godwin przedsięwziął
próbę „wycieczki sentymentalnej” do krainy
dzieciństwa. Ówczesne władze PRL odmówiły mu wizy. Więcej
prób nie podejmował. Czy też to, że po wspólnym koncercie
z Yehudi Menuhinem w 1972 roku w Amsterdamie, co było swoistym
ukoronowaniem kariery skrzypka, siedemdziesięcioletni wirtuoz zamilkł
ostatecznie.
W tym miejscu wypada postawić zasadnicze pytanie: czy nas, dzisiejszych
sosnowiczan, postać Paula Godwina powinna interesować i - jeśli padłaby
pozytywna odpowiedź - w jakim stopniu. Fakty są takie: urodzony w 1902
roku w Sosnowcu Pinkas Goldfein został artystą dużej miary,
skrzypkiem-wirtuozem, organizatorem życia muzycznego najpierw w
Niemczech, potem w Holandii. Występował od czasu osiedlenia się w
Niemczech pod nazwiskiem Paul Godwin i tym nazwiskiem podpisywał
wszelkie swoje dokonania. A były niemałe. Setki nagrań, muzyka filmowa
(również do filmów wytwórni W. Disneya),
prowadzenie wielu głośnych w swoim czasie orkiestr, koncerty solowe, z
biegiem lat zmiana muzycznych zainteresowań w stronę klasyki i wreszcie
występ w towarzystwie niekwestionowanej wielkości, Yehudi Menuhina.
Faktem jest również to, że sosnowieckie korzenie skrzypka nie
były dotąd przesadnie eksponowane, bo też niby dlaczego miałyby być?
Skutek jest taki, że o Paulu Godwinie w Sosnowcu mało kto wie, za to w
Amsterdamie, Monachium i Berlinie owszem, tak.
Zdaniem niżej podpisanego przybliżenie sylwetki Paula Godwina
dzisiejszym mieszkańcom Sosnowca jest potrzebne. Z wielu
względów. Także z tego powodu, że dla młodych często mało
wyobrażalny jest fakt , że Sosnowiec był miastem zamieszkałym przez
wiele nacji, a w tym gronie Żydzi stanowili około 20% społeczeństwa, że
ten naród wydał wiele jednostek wybitnych, ludzi różnych
dziedzin sztuki, nauki, gospodarki. Ponieważ Paul Godwin był muzykiem,
środowiska muzyczne zwłaszcza powinny się nim zainteresować. Mamy
szkołę muzyczną, mamy Klub im. J. Kiepury, Centrum Sztuki w Zamku też
od muzyki nie stroni. Myślę, że zdobycie nagrań, partytur, czego tam
jeszcze potrzeba by przygotować program, nie jest tak trudne, aby nie
było możliwe. Poza tym moda na styl lat dwudziestych i trzydziestych
wciąż trwa i mam prawo sądzić, że muzyka uprawiana niegdyś przez Paula
Godwina będzie się podobać. Namawiam więc kogo się da do przygotowania
takiego programu.