
Jesteśmy
dziećmi Potrzeby i Przypadku. Spłodzono nas niedługo po
zakończeniu wielkiej wojny, co przyjęliśmy z pokorą, przychodząc na
świat w zgodzie z naturą, acz bez entuzjazmu.
Nigdy nie widziano nas razem, stąd krążące tu i ówdzie
plotki,
jakoby jeden drugiego wymyślił. Wyjaśniamy: dawno, dawno temu
odkryliśmy sposób na półtrwanie. Raz jeden, raz
drugi
wchodzi do magicznego łoża (sam!), przykrywa się równie
magicznym kocem i łyknąwszy tęgo czarodziejskiego eliksiru zapada na
długie lata w półbyt-niebyt. Dzięki temu dla jednego czas
pełen
przygód jest dla drugiego czarną dziurą. I co najważniejsze,
w
ten sposób obaj starzejemy się wolniej i
nierównomiernie.
Łącznie mamy dużo lat, ale każdy z osobna to - prawie - młodzieniec.
Wynalazek nasz (obok niewątpliwych zalet) ma też przywary. Po latach
półbytu-niebytu budzimy się opóźnieni wobec
pędzącego
postępu cywilizacji (Leon bardziej). Z braku innych możliwości
kontaktujemy się pisząc do siebie. I tyle...